czwartek, 9 grudnia 2010

Mur

Kiedyś miałam mur, wymyśliłam go. Z czerwonej cegły, potężny, wysoki. Myślałam, że rozwalę go głową. Myślałam, że rozwalę go krzykiem. Myślałam, że rozwalę go ciszą nieznośną i tępą. Teraz już nawet muru nie mam. I nie myślę.

wtorek, 26 października 2010

Miłość

Miłość nie jest na wyłączność. Jest ciężkim brzmieniem, gorącym ciałem, pulsującym sercem, kosmykiem włosów, fartuchem poplamionym wczorajszą zupą, zmarszczką na czole, sokiem brzoskwini przyklejonym do małych rąk.

poniedziałek, 11 października 2010

Naprawdę

Moja wrażliwość mnie kiedyś wykończy. Schowam oczy do kieszeni i zasznuruję usta. Zawinę się w koc aż po szyję. Albo krzyknę i wykrzyczę, albo nie powiem już nic.  

sobota, 2 października 2010

Związki

Moje związki z ludźmi bywają bardzo głębokie, od początku do końca, od środka po brzegi. Kołyszę się w nich wciągana przez wir wzajemnych uzależnień i przemykających nocy. Bywa, że od nadmiaru empatii, entuzjazmu i szczęścia płynącego  z tego, co dałam i co dostałam, kręci mi się w głowie. A potem dostaję w tę głowę ciężkim przedmiotem.

piątek, 1 października 2010

Niebyt

Wcale nie jestem silna, krople zmarnowanego czasu przeciekają mi przez palce, spływają po brzuchu, nogach, wsiąkają w grunt grząski i niechciany. Czując własną marność, słabość i kruchość, mam ochotę pójść do lasu i spijać rosę z liści, ubłocić się i rozczochrać, krzyczeć i płakać, wdrapać się na drzewo, rozebrać się i przywrzeć do niego. Nie robię tego. Nie jestem silna.

czwartek, 23 września 2010

Ero

Kontakt z mężczyzną zawsze jest skomplikowany. Nie wierzę żadnej kobiecie, która uważa, że przyjaźni się z mężczyzną. Nie wierzę żadnemu mężczyźnie, który uważa, że przyjaźni się z kobietą i jednocześnie nie pragnie jej. Jeśli oboje uważają, że przyjaźnią się, jedno jest w tym cudacznym związku masochistą.

środa, 22 września 2010

Ciepło

Jestem wodą - nie boję się brudu, ty też się nie bój. Jestem ogniem  - możesz się ogrzać, pozwalam ci. Jestem wiatrem - rozwiewam ci włosy ukradkiem. Jestem lasem. Zielenią zakryję nas.

piątek, 3 września 2010

Dziewczyna

Dziś w pracy w toalecie przyglądałam się dziewczynie stojącej przed lustrem. Patrzyłam na jej odbicie i odczuwałam głęboki smutek. Zahukane, źle ubrane i zawstydzone dziewczę odbywające prawdopodobnie praktyki w Informatycznej Szwalni, w ogóle nie patrzyło w lustro, przytulało się do ściany i wyglądało jak pisklę, którego nikt nie chce. Duże okulary kryły płochliwy wzrok, niedbale uczesane włosy spadały na czoło pomagając oczom ukryć się, usta zaciskały się w nerwowym wyczekiwaniu. Nie potrafiłam wyobrazić sobie tej dziewczyny w żadnej sytuacji oprócz tej, w której ją zastałam. Jakby była tam zawsze i stanowiła element tła. Pomyślałam, że na pewno jest samotna, a jeśli ma mężczyznę, to powinna go zmienić.

środa, 1 września 2010

Wśród ludzi

Nie mam odwagi, żeby ustąpić starszemu Panu miejsca w autobusie. Przecież to prawie jak kastracja.

wtorek, 31 sierpnia 2010

Pierwszy chłód

Lubię pierwszy chłód, gdy szczypie w policzki i sprawia, że stają się czerwone. Lubię, gdy wiatr zagląda pod sukienkę. Zimno jest po to, żeby docenić ciepło.

wtorek, 24 sierpnia 2010

Ogień

Wczoraj pierwszy raz wyjechałam na miasto. Gdy wcisnęłam gaz i poczułam moc silnika, wiedziałam, że to jest dla mnie. Ognia mała, ognia!

środa, 11 sierpnia 2010

Taniec

Czasami idę, obracając się, podskakując, śpiewając cicho i zgarniając dłonią rosę z liści. Mam ochotę złapać burą Panią za jej apaszkę w żółto-brązowe cętki i zaprosić ją do tańca. Ludzie, którzy codziennie oglądają czubki swoich butów nie są gotowi na taką ekstrawagancję. I nie są na tyle silni, aby przerwać tę małą, próżną przyjemność.

niedziela, 8 sierpnia 2010

Posiadam

Wiara w ludzi jest jak sirocco - rozwiewa włosy, plącze kołtuny sukni, jego drobiny niosą ekscytację i uwielbienie. Dziś mam ochotę tupać nogami i kręcić głową tak długo, aż miękki pył przez wiatr przyniesiony całkiem ze mnie opadnie. Mam ochotę chodzić po nim, zostawiając za sobą złote ślady.

Autor: Arthur Braginsky, Wind

czwartek, 5 sierpnia 2010

Podwórko

Moja córka ma ostatnio nieodpartą chęć opowiadania. Kiedy wracam z pracy do domu, wita mnie i natychmiast zaczyna snuć opowieść i wyjaśniać, co robiła przez cały dzień (biegłam, biegłam, nowa zjeżdżalnia była, była kałuża, skoneczko wysuszyło, mogłam zjeżdżać, była Zosia, bawiłam, bawiłam...). Ma też chęć opowiadania innym ludziom - sąsiadom, przechodniom, dzieciom - co zamierza robić (będę jadła arbuza, taki duży kawał da mi mama, lubię arbuza jeść, dziewczynko wiesz?). Tyle w niej entuzjazmu, że aż się zapowietrza. Uwielbiam to.

Wczoraj na plac zabaw przyszło kilka około 10-letnich dziewczyn - bawiły się w grę, której nie znam, biegając i wykrzykując do siebie różne polecenia. Mojej córce bardzo się spodobała ta gra - przyłączyła się do nich, biegała i śmiała się razem z nimi, tyle, że żadna z dziesięciolatek nie zauważyła dwuletniego kurdupla, podskakującego radośnie krokiem nieustraszonego źrebaka. Było mi szkoda, że jej uśmiechy i zaczepki pozostają niezauważone. Ale nie ruszyłam się z miejsca, nie powiedziałam "Aniu, chodź do mnie". Bo Ani to zupełnie nie przeszkadzało - to ja czułam smutek, nie ona. Pomyślałam, że to dopiero początek.

 Te same dziewczyny były dla mnie ciekawym zjawiskiem na 20 metrach ogrodzonego płotem placu. Bo wciąż robiły sobie przerwę w zabawie, mówiąć "stop, muszę odpocząć", "mam kolkę", "serce mnie kłuje", "co robisz Maja? odpoczywam!". Nie przypominam sobie,  żeby na moim podwórku 20 lat temu ktoś robił sobie przerwy, żeby odpocząć.

wtorek, 3 sierpnia 2010

Schody

Uniwersytet Językowej Ascezy zawsze mnie przygnębiał - po jego wąskich, dusznych korytarzach, pachnących zawilgoconymi kartkami książek, chodziły pawie o wyblakłych piórach, wiecznie zawstydzone wróble, różowoskóre,  łyse kondory  i pawiany w długich spódnicach, nieudolnie ukrywające ciężar staropanieństwa. Smutne były te nerwowe spacery, niepewne przechadzki z głową wtuloną w pióra, wyniosłe spojrzenia, pod którymi kryły się uprzedzenia i urazy. Im dłużej się im przyglądałam, tym bardziej odsuwałam od siebie myśl o karierze w tej akademii słowa i samopoklasku. Na III roku nauk postanowiłam znaleźć pracę dorywczą. Był miesiąc spadających liści, słoty i bladego słońca, a ja zaczęłam sprzedawać świąteczne kartki - uznałam, że to lepsze niż praca w gwarnym pawilonie, nie chciałam też być perlicą uciekającą przed niebezpieczeństwem pieszo, mimo posiadanych skrzydeł.

Pocztówki były niewyobrażalnie brzydkie, co rzecz naturalna - utrudniało sprzedaż. Mikołaj wyglądał jak stary, przepity dziad, niezdolny do uśmiechu, a co dopiero do przeciskania się przez komin z workiem pełnym prezentów. Przez dwa tygodnie biegania po schodach starych bloków i kamienic zarobiłam 80 zł. W tym była złotówka od Pani, która dała mi ją, nie chcąc kartki. Za te pieniądze skopiowałam słownik chorwacko-chorwacki, na nowy nie starczyło mi pieniędzy. 3  tomy tej wyjątkowej księgi przeżyły wszystkie moje przeprowadzki. Słownik mam do dziś i nigdy go nie wyrzucę. Tym większą ma dla mnie wartość, im bardziej go nie używam. Przypomina mi, że bywało gorzej.

czwartek, 29 lipca 2010

Skóra kobiety

Dużo o kobiecie mówi jej skóra. Tym więcej mówi, im bardziej jest przykryta zwojami bluzek, kłębami swetrów i spiralami szali. Skóra odkryta mówi niewiele i jednoznacznie.

wtorek, 27 lipca 2010

Marzenie

Kiedy byłam w wieku przedszkolnym, nosiłam wielką kokardę zawijaną na loka na środku głowy i białe podkolanówki zwinięte w rulonik. Zbierałam koniczynę z sąsiedniej łąki  i wyplatałam naiwne, dziecięce historie.  Żałowałam, na przykład, że człowiek jest taki "odcięty" od innych ludzi. Wyobrażałam sobie, że powinniśmy stanowić z innymi przedstawicielami gatunku system naczyń połączonych. To pragnienie pojawiło się nie bez przyczyny - przychodząc wieczorem z podwórka, zmęczona zabawą z innymi dziećmi z bloku,  kładłam się do łóżka. Właśnie wtedy mój pęcherz dawał znać o sobie - wówczas  bardzo ubolewałam nad tym, że człowiek jest taki nieprzemyślany - mógłby przecież posiadać przełącznik pozwalający innemu człowiekowi wysikać się za niego. Ćwierć wieku minęło, a ewolucja nie chce nas wyposażyć w tak  praktyczne własności.

poniedziałek, 26 lipca 2010

Las

Czasami tęsknota za nieosiągalnym jest tak wielka, że mam ochotę położyć się w lesie, przykryć liściem nenufaru i pozwolić kroplom deszczu wsiąkać we włosy, czyniąc z nich spływające srebrem strąki. Mam ochotę zanurzyć twarz w pachnącej mchem ściółce, przeturlać się po niej i być mokra całkiem.

środa, 21 lipca 2010

Zmęczenie

Tak mało mam czasu dla siebie i tak mało przyjemności sobie sprawiam, że zaczynam odczuwać bunt przeciwko temu, co sobie wzięłam. Ktoś mógłby powiedzieć "to wiele", a ja stanowczo zaprzeczę.

Tylko ja mam prawo wyznaczać sobie granice, zbliżać i oddalać się od nich. Wiatr dziś pachnie tęsknotą.

Od rana boli mnie serce i boli mnie coraz bardziej. Nie godzę się na dziecięcą nedzę. 5 toreb stoi w sypialni.

wtorek, 20 lipca 2010

Upór

Upór jest jak dziurka w ładnym swetrze założonym na nagie ciało. Gdy dziurka jest mała, można ją zaszyć i ocalić okrycie.  Jeśli dziurki nikt nie zaszyje, sweter będzie się pruł powoli, nieustępliwie obnażając to, co pod nim ukryte. Po ślepym uporze zostaje wstyd.

poniedziałek, 19 lipca 2010

Córka

Dziś wieczorem pierwszy raz dostrzegłam między mną i córką związek płci. Córka bawiła się moimi włosami, próbując zawiązać na nich supły i skołtunić je. Niecierpliwiła się, gdy jej zbyt mało jeszcze zgrabne palce gubiły kosmyki lub ginęły w potarganych splotach. Małe kobiety niewiele się różnią od dojrzałych - te pierwsze też potrafią  wystawiać na próbę cierpliwość, czyniąc to z miłości.

piątek, 16 lipca 2010

Miło

Na tronie z solarnej, błyskotliwej tkaniny siedział Helios. Wokół  krążyły lata, miesiące, godziny - 11 okrążeń zrobiły wokół jego pięknych dłoni. Umyłam mu włosy w złotej pianie - nie umiem żyć bez słońca.

czwartek, 15 lipca 2010

Niestety

"Niestety" bardzo mnie boli, zwłaszcza w kontekście miłości. Niestety, kwiaty rozchylają płatki, gdy nikt nie patrzy. Niestety, trudno podlewać kwiat, który nie lubi, gdy się go podlewa. Niestety, mój smutek prawie zawsze graniczy z rozpaczą.

wtorek, 13 lipca 2010

Portrety

Mężczyzna, przez którego twarz przebijają czułość, mądrość, gorąca zmysłowość i fascynacja, jest pożądaną osobliwością. Potrafię go dostrzec.

Kwiaty

Do pracy płynęłam dziś w łupinie orzecha przez ocean pełen kwiatów. Zalały mnie fale skromnych stokrotek, cichych niezapominajek patrzących zalotnie niebieskimi łzami, piwonii wyprężających płatki w kierunku wschodzącego słońca i goździków chowających w zaułkach skromne i niemodne kielichy. Młode róże chodziły dumnie, środkiem płynącej autostrady, dojrzałe fiołki polne patrzyły z zazdrością na okazałe fiołki trójbarwne, a stare petunie dreptały powoli i ostrożnie, chwaląc się promienistą symetrią. Dojrzewające rozpychały się przylistkami walcząc o  uwagę i przestrzeń, dorosłe strząsały słodkie dreszcze z wilgotnych płatków, stare pochylały korony ku ziemi, chowając zmarszczki. Chodziły parami lub całkiem samotnie. Kwiaty można przytulić do policzka  lub zranić się kolcem próżnego niedostępu.

Autor: Tatania Struchkova

czwartek, 1 lipca 2010

Buty

W drodze na Planetę Czerwonych Gąsienic spotkałam kobietę, około dwudziestoletnią. Miała na sobie czerwoną koszulkę z dużym dekoltem, białe spodnie za kolano i skórzane, za ciepłe jak na tę porę roku, płaskie pantofle. Nie mogłam oderwać oczu od tych błyszczących, czarnych żuków, nerwowo poruszających się między innymi butami- czerwonymi biedronkami dojrzewających dziewcząt, wytwornymi chrabąszczami poważnych panów po pięćdziesiątce, zielonymi konikami polnymi  znudzonych chłopców, kolorowymi motylami przyczepionymi do opalonych kostek panien na wydaniu. W tych mało zgrabnych damskich żukach, które nie pasowały do lekkości i powabu właścicielki, nie byłoby nic niezwykłego, gdyby nie to, że wyglądały jak buty Zniewolonej Leokadii, z którą mieszkałam w ciasnym mieszkaniu jednej z gdańskich kamienic, jeszcze podczas nauk na Uniwersytecie Językowej Ascezy. 

Leokadia prowadziła szalony tryb życia. Studiowała w trybie dziennym i wieczornym, dlatego cierpiała na ciągły brak czasu. Nie rezygnowała jednak z rozpieszczania swojego mężczyzny kurczakiem z rożna i białą kiełbasą z zielem angielskim i cebulą. Między zajęciami do południa i tymi, które zaczynały się wieczorem, miała zaledwie godzinę, dlatego stukała garnkami, przyprawiała mięso i lała łzy nad cebulą,  nie zdejmując butów. Błyszczące, małe żuki tupały po kuchennej podłodze tak samo szybko i nerwowo, jak żuki dziewczyny w czerwonej bluzce. Nigdy nie będę kobietą gotującą w butach.

środa, 30 czerwca 2010

Nie lubię

Istnieją kobiety wyjątkowo niejednoznaczne. Z jednej strony potrafią znieść ból porodowy, zacisnąć zęby i nie spać trzy doby, gdy ich dzieci gorączkują,  z drugiej - nie mogą pogodzić się z tym, że siedzą na niewygodnych krzesłach, że w alejkach Planety Czerwonych Gąsienic panuje zaduch,  że czarny postarza, żar się leje z nieba zbyt intensywnie,  a maszyna do stukania pracuje zbyt wolno. Przez codzienny wykaz zażaleń i skarg przebija desperacja. O swoich mężczyznach mówią "mój stary", bo męskie dłonie dawno nie dotykały ich coraz gorzej wyglądającej skóry. Unikam wiecznie narzekających kobiet.

wtorek, 29 czerwca 2010

Nieswojość

Nieswojo wcale nie oznacza niekomfortowo. Poczucie stanu wyjątkowego z rumieńcem na policzku jest wyjątkowo cudowne. Ta cudowność jest przetkana dreszczem jak nitką. Nitka ma kolor czerwony.

 Autor: Kirril Datsouk

czwartek, 24 czerwca 2010

Lubienie

Przy szklance ginu z tonikiem śpiewającej kostkami lodu, słuchałam słów Pani Ogniska. Powiedziała, że mężczyźni wolą kobiety z podwórka, które nie muszą być piękne, wystarczy, że będą przyjemnie znajome, będą pachnieć powietrzem i truskawkami i będą potrafiły słuchać.

W drodze do pracy mijam dziesiątki klasycznie pięknych kobiet - idealne podbródki, gęste włosy, długie nogi, pełne usta, piersi 75C podkreślone rozpinanym, dokładnie wyprasowanym sweterkiem. Brakuje im subtelnej bezczelności, snu na powiekach (czy one w ogóle śpią?), obietnicy w uśmiechu. To egzotyczne ptaki - wielu podziwia je z daleka, nawet nie myśląc o tym, żeby je pogłaskać.

Głaskanie włosów jest jedną z najbardziej intymnych czynności, jakie mogą zaistnieć między kobietą i mężczyzną.  Pozwolenie mężczyźnie na dotknięcie głowy jest bardziej wymowne, niż pocałunek.

poniedziałek, 21 czerwca 2010

O sobie

Wszystko, co napiszesz o sobie, jest nieprawdą. Na szczęście wszystko, co napiszą o Tobie inni, jest jeszcze większą nieprawdą. A więc Twoja nieprawda jest najbardziej zbliżona do prawdy.

Inte inte

Na tak zwanych wyjazdach firmowych, relacje między kobietami i mężczyznami układają się w równania, których wynik łatwo policzyć. Jedni mają określony cel i dążą do jego szybkiego osiągnięcia, inni, choć mają ten sam cel, nigdy go nie zrealizują i nie pokażą, że mają na realizację ochotę. Wręcz przeciwnie, będą się mijać, omijać, wymijać pokazując, że tej ochoty wcale nie mają.

sobota, 19 czerwca 2010

Przyjaźń z mężczyzną

Przyjaźń mężczyzny i kobiety pozbawiona kontekstu erotycznego zdarza się w przypadku, gdy mężczyzna kocha inną kobietę nieszczęśliwie. Ta przyjaźń zawsze przegrywa z miłością.

czwartek, 17 czerwca 2010

Słowa

Słowa "miesiączka" i "okres" kojarzą mi się silnie z pewną opowieścią, którą usłyszałam we wczesnym dzieciństwie od mojej babci. Babcia opowiadała o ciotce leżącej w szpitalu z powodu jakiejś poważnej przypadłości. Z uczuciem i nieskrywanym podziwem mówiła o mężu ciotki, który mył  żonę złożoną na szpitalnym łożu, kiedy ta miesiączkowała. "- On to ją musi kochać, skoro tak ją myje". Te słowa powracają do mnie co miesiąc.

Mnóstwo słów kojarzy mi się z określonymi sytuacjami. Jak mnie ktoś pyta "prawa", czy "lewa" mam przed oczami scenę z przedszkola - opiekunka, pani Danka w kiczowato bujnych blond lokach tłumaczyła, jak rozpoznawać stronę lewą i prawą. Ja siedziałam w tym czasie obok szafki z książkami. Do tej pory, gdy mam wskazać odpowiednią stronę, widzę tę szafkę i na podstawie ułożenia mojego ciała wobec niej, określam, która to strona. Po lewej mam tę szafkę, a więc druga to prawa.

Łapka na muchy. Pierwsze z nią skojarzenie dotyczy zdarzenia z zerówki. Dostałam taką niebieską  łapką od ojca, który dowiedział się, że kolega z bloku ściągnął mi majtki podczas podwórkowej zabawy - kto zostaje berkiem, temu ściągamy gacie. Po łapce pozostało poczucie zawstydzenia, którego nie da się z niczym porównać.

Sztuczna szczęka. Kiedy miałam 8-9 lat, miałam silne poczucie czynienia dobra. To pozostałość po Pierwszej Komunii. Znalazłam na skrótach z domu do szkoły sztuczną szczękę. Położyłam ją na liściu, bo była mokra i oblepiona ziemią i zaczęłam poszukiwania właściciela. Znalazłam go i wręczyłam mu zgubę. Bardzo brzydka stara pani nawet nie podziękowała.

Krzaki. Kiedyś należałam do teatrzyku dziecięcego. Kiedy szłam na "próbę", zauważyłam w krzakach człowieka w brązowym garniturze. Podeszłam i zapytałam "Proszę pana, czy Pan jest chory?" Nie usłyszałam żadnej odpowiedzi, tajemniczy człowiek z krzaków nawet nie drgnął. Uznałam, że trzeba go ratować, więc wyciągałam go siłą z a tych krzaków za nogawkę. Ile razy zdołałam go wyciągnąć, tyle razy on się wczołgiwał w te krzaki z powrotem. Potem, gdy go spotykałam na ulicach Zielonego Jeziora, nie mogłam zrozumieć, dlaczego nie odpowiada mi dzień dobry. Przecież tak dobrze się znaliśmy.

piątek, 11 czerwca 2010

Szybko

Przed chwilą miałam ochotę skakać po stole, rozebrać się do majtek i śpiewać "Love you, love you", wprawiając w ruch  papiery zalegająco na moim biurku. Pewność, że to zrobię, jest bliska zeru. Znów ograniczę się do cichego nucenia i stukania palcami w zmęczony blat.

 Autor: Alphonse Mucha

czwartek, 10 czerwca 2010

Gdybym II

Gdybym była deszczem, stukałabym mokrymi palcami w chmury, żeby przebudzić burzę. Gdybym była śniegiem, przytualałabym się do ścian domów, zostawiając po sobie wilgotne ślady. Gdybym była lodem, dawałabym się słońcu ogrzać i błyskotać w kroplach. Gdybym była wichrem, wdrapywałabym się na szczyty wzgórz, żeby z mocą spływać w dolinę, zamykając w płucach zapach ziemi. Smutno jest nie pragnąć.

środa, 9 czerwca 2010

Gdybym...

Gdybym była piaskiem, wiatr by mnie rozwiewał. Mogłabym wędrować wszędzie tam, gdzie jego podmuchy zdecydują się mnie ponieść. Poddałabym się im bez sprzeciwu, osiadałabym na ludzkich ramionach, chowałabym się między ich palcami, w kieszeniach ich sukienek, spodni i marynarek, nie ingerując w ich intymność. Deszcz by we mnie wsiąkał z rozkoszą, czyniąc mnie bardziej migotliwą. A gdybym się rozproszyła, nie czułabym tęsknoty. Dobrze by było być piaskiem.

wtorek, 8 czerwca 2010

Zaskoczenie

Każde spotkanie z Gracją sprawia, że zasypiam z uśmiechem. Zwłaszcza, gdy po miłym wieczorze z nią  w oparach bluesowej jaskini, znajduję niezwykły prezent od Heliosa. Cudownie jest dać się pochłonąć słońcu.

Gumka

Dziecko jest przypięte do matki niewidzialną gumką. Gdy odchodzisz za daleko, gumka się napina i zaczyna uwierać. Nie istnieją nożyce, które mogłyby ją przeciąć.

niedziela, 6 czerwca 2010

Córka

Dzieci bardzo dosłownie traktują świat. Moja córka lubi podkreślać, że  chce iść nogami (a nie być niesiona), że pociąg jedzie kołami. Ostatnio czyniąc fikołki, zwroty i przewroty na kanapie, przypomniała sobie, że już raz z niej spadła, raniąc się w górną wargę. Za drugim razem postanowiła wyciągnąć wnioski, informując mnie "schodzę pupą, nie głową".

Niedawno byliśmy u znajomych, którzy mają roczne dziecko. Dziewczynka zbliżyła się do mojej córki i zaczęła dotykać jej włosów - ciągnęła i szarpała z czystej ciekawości, jak taka biała czupryna zareaguje na jej dotyk. Trwało to zaledwie chwilę, jednak zdążyło zaboleć. Moje dziecko nie wiedziało, jak się zachować - zdołało wykrztusić niepewnie "zostaw", "nie rób", boli". Córka była zaskoczona, otworzyła usta i zamarła w oczekiwaniu na dalsze działania dziewczynki. Dotarło do mnie, że nie wie, co to przemoc. Myśl o tym, że ktoś jej kiedyś uświadomi, co to takiego, sprawiła, że  niebo pociemniało.

Dzieci, wbrew pozorom, rzadko się boją. Zaczynają odczuwać niepokój lub strach dopiero, gdy  ktoś im swoją reakcją lub komentarzem pokaże, że coś jest złe, straszne, niedobre. Wczoraj byliśmy z córką na spacerze, zrobiłam jej wianek z koniczyny... chyba bardziej dla siebie niż dla niej,  potem przenieśliśmy się na łąkę. Moje oczy chłonęły niebo i wysokość drzew, a ona szukała w trawie zwierzaków. Nagle dziecko krzyknęło "mamo, chodź, chodzi!". Dotykało paluszkiem dziwnej, owłosionej gąsienicy, której ja nie dotknęłabym kijem, mimo, że do przyrody mam stosunek bliski. Córka nie czuła ani strachu, ani obrzydzenia. Bo nikt jej nigdy nie pokazał, że robaki są niedobre i że trzeba je omijać z daleka. Bo nie trzeba.

poniedziałek, 31 maja 2010

Piana

Wczoraj myłam córce włosy. W wodzie białej od nawilżających olejków zanurzałam dłonie, potem dotykałam nimi lekko głowy dziecka tak długo, aż słoneczna, delikatna czupryna stała się całkiem mokra. Dziecko, pozwalając na ten rytuał z szamponem Bambino, za każdym razem wręcza mi maksimum ufności. Pozwala masować skórę i zwiększać ilość piany w taki sposób, aby starczyło jeszcze dla ulubionej kaczki, kraba i żółwia. Wie, że nie pozwolę, by oczy zaczęły szczypać. Mycie włosów dziecka to czynność niezwykła.

czwartek, 27 maja 2010

Rosa

Patrzyłam przez okno samochodu na kryształki rosy. Błyszczały w słońcu, całą swoją okrągłością, magazynując jego ciepło. Świeciły, migotały i mrugały zaczepnie mokrymi oczami. Chciałam wyskoczyć i zanurzyć twarz w tych błyśnięciach i rozbłyskach, wetrzeć we włosy świeżość i lekkość. Moje oczy też były mokre.

środa, 26 maja 2010

Tęsknota

Poczucie niedosytu wowołuje we mnie nieustającą tęsknotę. Chciałabym posiadać słomkę, którą podłączę do serca, zamknę oczy i nabiorę w usta wszystkie pragnienia pulsujące w przegubach moich rąk. Potem usta otworzę, zrobię z nich literę "o" i w niebo wypuszczę wszystkie moje wzruszenia, empatię, której mam za dużo, podziw i niechęć do samej siebie, mój uciążliwy egocentryzm. Wszystko, co we mnie sprzeczne, osiądzie na wierzchołkach drzew, tak, żebym nie mogła tego dosięgnąć. Nadmiar miłości rozpuszczę i pozwolę jej wsiąknąć w obłoki. Wszystko to zrobię, żeby potem wdrapać się na drzewo i wycisnąć chmury jak gąbkę.

wtorek, 25 maja 2010

Zachwyt

Mogłabym się utopić w zachwycie. Nie ma chętnych, żeby go ode mnie wziąć, więc wałkuję go jak ciasto, ugniatam, rozdzielam entuzjastyczną masę, by znów go scalić w jedną bryłę, dostosowuję do mojego wewnętrznego kształtu. Upajam się nim i w nim się rozgaszczam. A gdy już nie mogę go pomieścić, niewidzialna materia zachwytu wylewa mi się z nosa, z uszu, z kanalików łzowych, wyłazi ze wszystkich zakamarków ciała i oplata mnie murem. Uderz w ten mur wreszcie.

poniedziałek, 24 maja 2010

Piasek

W sobotę, po przebudzeniu się, znalazłam na poduszce ziarenka piasku. Wilgotne, przyjemne w dotyku, delikatne. Cienką strużką spływały mi z włosów, żeby dryfować w meandrach pościeli, zapuszczać się w zakamarki prześcieradła, przyklejać się do szyi i ostatecznie schować się w zgięciu kolan. Strużka przeistoczyła się w dziki wodospad tryskający kaskadą piasku przy każdym ruchu mojej głowy. Zbierałam cząsteczki plaży, żeby zatrzymać ją przy sobie. W wędrówce złotych drobinek były smutek i bunt. Im dłużej piasek pozostawał na moim ciele, tym większy ból mi sprawiał. Zmyłam go. Nie pomogło.

Dwoje w jednym

Według Platona, na początku był człowiek - hermafrodyta, którego Bóg podzielił na dwie połowy. Od tego czasu te dwie połowy jednego człowieka błąkają się po świecie, i - nie mogąc się odnaleźć i połączyć, wciąż doznają uczucia głębokiej samotności, niedostatku i niedosytu. Czy więc miłość nie jest tęsknotą po utraconej części nas samych?

czwartek, 20 maja 2010

Złość

Mojej złości zawsze towarzyszy smutek i poczucie, że nie mam do niej prawa. Chciałabym umieć złościć się bez zbędnego balastu przygnębienia. Chciałabym się złościć tupiąc nogami.

Para

Wracałam dziś do domu autobusem, nie mając świadomości, jacy niezwykli pasażerowie siedzieli tuż za mną.  W tłoku rozpychających się łokciami otyłych pań i panów o brudnych rękach, nie mogłam dostrzec tej królewskiej pary - zauważyłam ich dopiero, gdy opuścili pokład i ruszyli chodnikiem w stronę bloków niedaleko ulicy szkolnej na Witominie. Pani około 70-tki ubrana w śmieszny, niemodny beret, raczej męski niż damski, bordowy pulower, spodnie za łydkę i sznurowane trzewiki trzymała za rękę Pana w siwym swetrze, ciemnozielonych, przykrótkich spodniach i trudnym do zdefiniowania nakryciu głowy. Rozmawiali ze sobą, wymieniali porozumiewawcze spojrzenia trzymając się za ręce. Pod spojrzeniem Pana, na pooranej zmarszczkami twarzy Pani pojawiał się filuterny dołek w lewym policzku. Jej ciemne oczy błyszczały. Ściskała swojego towarzysza, jakby bała się, że gdy nie będzie go trzymać wystarczająco mocno, uniesie się w górę i odleci, albo zniknie jak bańka mydlana. Kiedy autobus tkwił w korkach, mogłam się im przyglądać, gdy przyspieszał, pragnęłam krzyknąć do kierowcy, żeby nie jechał tak szybko - chciałam zapamiętać każdy szczegół ich twarzy, ich rąk i ugiętych od starości pleców. Poczułam ukłucie niepokoju.

środa, 19 maja 2010

Piórko

Bawiłam się kiedyś piórkiem. Spadło mi na nos niespodziewanie, kiedy próbowałam objąć wymykającą się materię wielkiej, białej  kołdry.  Leżało na mnie wyzywająco, jakby chciało, abym jednym, delikatnym dmuchnięciem wprawiła je w ruch.  Wirowało, obracało się i krążyło, napędzane zębatkami powietrza wydobywającego się z moich ust i przekomarzało się ze mną, dążąc uparcie do dotknięcia podłogi. Poczułam przymus dmuchania w nieskończoność, żeby tylko nie dopuścić do jego upadku. Gdy znajdowało się niepokojąco blisko podłogi, klękałam lub kładłam się na nią, żeby od dołu podtrzymać jego prowokujący taniec. To piórko było moją miłością, której nie pozwalałam zderzyć się z surową powierzchnią bruku.

wtorek, 18 maja 2010

Dojrzewanie

Teoretycznie stałam się kobietą, gdy miałam 11 lat. To bardzo wcześnie. Na ten zaskakujący pośpiech mojego organizmu moja matka nie była przygotowana. Podobnie jak babcia, z którą wyjechałam na wiejskie wesele i właśnie wtedy dopadła mnie fizyczna dojrzałość. Było zimno, spaliśmy w nieogrzewanym pokoju pod wielkimi, białymi puchatymi pierzynami, w ubraniach, było mi źle. Zwłaszcza, że babcia wmawiała mi, że mam sraczkę. A ja wiedziałam, że to nie sraczka.

Powrót do domu był moim osobistym, starannie skrywanym dramatem. Weselną wioskę zasypał śnieg, był wszędzie, sięgał prawie po pas. Włamywał się do butów, zalegał w nogawkach i dotkliwie przypominał, że na ciepłym ciele ogrzewanym rajstopami, grubymi skarperami i spodniami szybko topnieje, przeistaczając się w lodowatą, nieprzyjemną ciecz. Autobusy nie jeździły i nie wiadomo było, jak szybko dotrzemy do domu. To był jeden z dłuższych weekendów w moim życiu przerywany nerwowym oczekiwaniem na reakcję mamy. Była dokładnie taka, jakiej się spodziewałam. Do Krainy Zielonego Jeziora przyjechaliśmy nocą. "Wiedziałam, że to wkrótce nastąpi". Włożyła mi w rękę niezbędnik prawdziwej kobiety i poszła spać.

piątek, 14 maja 2010

Czasami

Bardzo bym chciała przekroczyć granice, które sobie wyznaczam. Ale właśnie dlatego, że je wyznaczam, ich nie przekraczam. Ich nieprzekraczanie czyni mnie nieszczęśliwą, ale gdybym kiedyś zignorowała czerwone światło, byłabym nieszczęśliwa bardziej.

środa, 12 maja 2010

Kilka myśli o kobietach

Kobiety mają trudności z określeniem, jak wielki dostęp do siebie chcą dać mężczyźnie. Kiedy za bardzo pragniesz kobiety i jej to okażesz, spłoszysz ją,  kiedy jej tego nie okażesz - poczuje się niedopieszczona.

Nie wierzę, że istnieje kobieta, która nie lubi słuchać komplementów. Jeśli twierdzi, że nie lubi - albo kłamie, albo nie odróżnia nielubienia od braku umiejętności ich przyjmowania.

Kobiety bardzo pragną być delikatne, subtelne i kobiece, dlatego uparcie twierdzą, że filmy erotyczne są obrzydliwe i niestosowne. To smutne, jak bardzo tuszują to, że w tym względzie nie różnią się niczym od mężczyzn.

wtorek, 11 maja 2010

Rower

W drodze do pracy wyminęła mnie jadąca na różowym rowerze dość ekscentryczna pani.  Zawsze, gdy widzę rower typu "ukraina" pojawia mi się przed oczami zdjęcie Marii Skłodowskiej Curie i jej męża Piotra, które widziałam w dzieciństwie w jednym z magazynów dla kobiet. Na zdjęciu Maria i Piotr stali przy dwóch rowerach na dużych kołach. Podpis pod zdjęciem brzmiał "Jako prezent ślubny Maria i Piotr Curie kupili sobie rowery".

Piersi pełne mleka

Matka jest najsmutniejszym typem współczesnej niewolnicy. Pogrążona w pieluchach lepkich od mleka, z ciężkimi piersiami, z których to mleko nieustannie wypływa, ślepo wierzy w imperatyw "nie możesz myśleć o sobie - myślenie o sobie to egoizm". Karmi piersią lekceważąco nazywaną cyckiem nawet, gdy wcale tego nie chce, bo przecież podczas karmienia między nią a dzieckiem tworzy się niepowtarzalna, niezwykle silna więź. I nawet, gdy tej więzi nie czuje, wmawia sobie, że ona jest, bo gdyby jej nie było, niepokojąco różniłaby się od szczęśliwych matek, które karmią z uśmiechem na wysuszonych ustach. Gdy matka niemowlęcia dba o siebie i na spacer z dzieckiem wychodzi w pełnym makijażu i nowej sukience, z pewnością jest wyrodna, bo kiedy ona miała czas strzelić sobie taki make up?

Kiedy byłam w ciąży, społeczeństwo bardzo o mnie dbało. Jeździłam autobusami na tydzień przed datą porodu, i, do tej pory nie mogę zrozumieć dlaczego, uprzejme panie i grzeczni panowie na siłę sadzali mnie na uświęconym autobusowym tronie, do którego pretendowały mniej uprzejme starsze panie i nieszczęśliwi panowie na kacu. Gdy mówiłam, że jest mi źle, nieustannie słyszałam "coś ty stara, przecież świetnie sobie radzisz". Tylko między radzeniem sobie a poczuciem szczęścia jest wielka różnica. W moim szczęśliwym świecie nie może zabraknąć przyjemnie ciepłego męskiego ciała, pachnącej wanilią i cynamonem wanny, truskawek w śmietanie, książki czytanej do poduszki, ulubionej sukienki, w której wiem, że wyglądam ładnie. Szczęście powinno dotykać granicy maksimum.

poniedziałek, 10 maja 2010

Człowiek

Tylko człowiek jest istotą, której nie wypada. Chce wziąć, ale boi się dotknąć. A gdy już dotknie, już tego nie chce. Ja, nawet, a może zwłaszcza, gdy dotknę, nadal chcę.

niedziela, 9 maja 2010

Tunezyjskie wakacje

Tunezja ma zapach jaśminu, kaszy mocno przyprawionej harissą, różowego wina i chlorowanej wody. Kobiety są małe, zwinne i piękne, ze względu na ciemny kolor skóry i mocny makijaż, wyglądają na starsze, niż są w rzeczywistości. Mężczyźni są niewiele więksi od kobiet. Zdecydowanie bardziej wolę słowiański typ - wielki mężczyzna może mieć włosy nawet na plecach. Jego dłonie mogłyby mnie zmieścić całą.

czwartek, 22 kwietnia 2010

Lekkość i ciężar

Jabłonie najpiękniej pachną wiosną. Ich bladoróżowe, świeże i wysuszone z niedawnej rosy płatki unoszą się w powietrzu, wykonując skomplikowane  tulupy, lutzy i flipy. Najmniejszy podmuch wiatru przesiąka błyszczącą różowością i stanowi zapowiedź słodkiego smaku.

Zazdrościłam płatkom jabłoni tych wirów, swobodnych obrotów i wędrowania wieloma podniebnymi ścieżkami, zwłaszcza, że te przechodziły jedna w drugą, plątały się, zmieniały kierunek i tempo, kudłaczyły się i komplikowały, aby w końcu powrócić na prostą i znów się skołtunić. Z nieskrywaną i zaczepną zazdrością obserwowałam ten pachnący taniec, jednocześnie czując narastającą irytację. W tych podskokach była lekkość,  która trwając zbyt długo, stawała się nieznośna. Ciężar ma smak karmelu. Karmel lubię bardziej.

Matka i córka

Związek dorosłej córki i starzejącej się matki oscyluje między zaprzeczaniem, nieświadomą chęcią dominacji i uporczywym pragnieniem przeciwstawienia się sądom tej drugiej. Zarzewiem sporu może się stać niedomyty ziemniak albo wiśnie wstawiane do lodówki (nie lubię zimnych wiśni!). Tymczasem, ta  groteskowa gra słów, gestów i grymasów jest w przytłaczający sposób bezcelowa. "Bo wszyscy mamy skłonność do stawiania się tym, z czym najbardziej walczymy" (Carl Gustav Jung).

                                                       Autor: Polina Nechaeva

środa, 21 kwietnia 2010

Gdybym była...

Myślę, że jestem trochę podobna do cyklopa.  Buduję mury i dźwigam ciężary. Tylko piorunów kuć nie umiem. 

Tylko to, co konieczne, jest ciężkie, tylko to, co waży, ma wartość. (Milan Kundera)



                                                   Autor: Odilon Redon

wtorek, 20 kwietnia 2010

Odtajnianie

Ludzie dzielą się na tych, którzy czują potrzebę informowania o stanie swojego pęcherza lub statusie swoich jelit i na tych, którzy nigdy tego nie robią. To kwestia poczucia dyskomfortu i dzielenia się swego rodzaju fizjologiczną intymnością. Te same osoby będą mówiły "Ale mam kluchę w gardle" przy przeziębieniu i "Noga mnie boli strasznie", gdy niewygodny but będzie im obcierał kostkę. I nie oczekują informacji zwrotnej, która by subtelnością, zaangażowaniem i nonszalancją wykraczała poza równie niezobowiązująco rzucone  "współczuję". Odkrycie tego faktu filuternie mnie zaskoczyło.

                                                    Autor: Van Renselar

poniedziałek, 19 kwietnia 2010

Cisza

Miło jest odkryć w sobie umiejętność spędzania czasu z drugą osobą, bez odczuwania smutnego przymusu mówienia.

                                            Autor: Van Renselar

czwartek, 15 kwietnia 2010

Dziecko

Kiedy przytulam twarz do policzka rozgorączkowanego dziecka, mam nadzieję, że przejmę ten nadmiar ciepła. Za każdym razem to robię, i za każdym razem nie działa.

                                                                   Autor: Gustav Klimt

Zwyczajność

Prostota kojarzy się z nudą, mentalnym niedostatkiem i prostactwem. Zupełnie niesłusznie. Jest we mnie zwyczajność nieznośna i równie nieznośnie lubię ją. Tylko próg odczuwania i analizy mógłby sięgać niżej. Wśród ludzi ciężko odnaleźć kogoś, kto chciałby przyjąć tak duży ładunek emocji (ach, jak ja nadużywam tego słowa!) i potrafiłby go zmagazynować. Na dłuższą metę jest to męczące. Dla mnie też.

Milan Kundera kiedyś opisał kobietę, która zasypiając, musiała trzymać swojego mężczyznę za kciuk i przytulać jego dłoń do swojej twarzy. On, w odpowiedzi na jej czułość, pozwalał jej na takie zasypanie, ale kiedy ona zapadała w głęboki sen, wkładał jej do ręki pantofel. Chciałabym, żeby ktoś włożył mi do ręki pantofel.

Zapach wiatru

Lubię zapach wiatru na skórze. Najbardziej intensywnie pachnie wieczorem, na dłoniach mężczyzny, wczesną wiosną, gdy powietrze staje się ciepłe, jakby z rozkoszą przez cały dzień przyjmowało to, co dawało mu długo oczekiwane słońce. Zapach skóry to mieszanka potu  i brudu, ziemi, kiełkujących liści, trawy, która wreszcie zaczęła oddychać, mnie gotującej  zupę, powoli wrzucającej do garnka kawałki pomidorów, leniwie przyprawianych bazylią i pieprzem. Swój zapach też lubię - jest w nim ciepło, sok pomarańczy spływający po palcach, zapach dziecka, które dotykało stalowych kontrukcji na placu zabaw, wiatr, który rozgarniam palcami, czesząc włosy i zapowiedź słodyczy.


                                                              Autor: Alphonse Mucha

środa, 14 kwietnia 2010

Ciało jak ciasto

Jak miałam lat kilka, patrzyłam na grubych ludzi i żałowałam, że nie mają zdolności lepienia ciała z ciasta. Nie dlatego, że bycie grubym jest złe albo gorsze od bycia chudym, a dlatego, że jest zwyczajnie niewygodne. Wujek pocił się strasznie wchodząc po schodach, ciotka sapała wykonując proste czynności, babcia kupowała ubrania o dwa rozmiary większe, przeczuwając, że "dupa jej jeszcze urośnie".

Gdyby człowiek mógł dowolnie siebie lepić, byłoby mu niezwykle przyjemnie. Odrywałby kawałki zbędnej tkanki i przylepiał tam, gdzie ma jej za mało. Mając chude pośladki i masywne ramiona, mógłby zapobiegać niewygodzie siadania na drewnianym krześle. "Wybaczcie na chwilę, zapomniałem poduszki" - powiedziałby i   wróciłby z nową, wygodną i pokaźną pupą. Genialne! Kobiety z kompleksem małych piersi mogłyby ująć co nieco z pokaźnych ud i ulepić sobie piersi nowe, piękne i krągłe. Lepienie byłoby intymnym rytuałem, a  ludzie ogłosiliby narodziny nowej sztuki.

                                                                      Autor: Picasso

wtorek, 13 kwietnia 2010

Kilka głębokich smutków

Kiedy płeć gra rolę i przyjaciel, z którym przerabiałaś wszystkie jego miłości, żeni się i całuje Cię trzy razy w policzek, raz w prawy, potem w lewy i znowu w prawy, czas zwalnia tempo i wiesz, że tracisz coś na zawsze. 

Chyba jest we mnie coś z wariatki - bo jak wytłumaczyć fakt, że mój niepohamowany entuzjazm, krzykliwa radość i skoki z kanapy bez spadochronu mogą się rozpłynąć w smutku stropione jednym słowem?

To bardzo niepokojące - zobaczyć kogoś nagle i stracić umiejętność budowania prostych zdań.



                                                                Autor: Salvador Dali

poniedziałek, 12 kwietnia 2010

W drodze

Planeta Wrzeszczących Gąsienic posiada mnóstwo wąskich mikroautostrad, wciśniętych w obdrapane ściany, wgniecionych w dziurawą maź, po której niechętnie i z turkotem poruszają się zużyte humanobile. W tych wycieńczonych własnym hałasem pojazdach siedzą już rankiem zmęczeni, smutni ludzie. Zauważam tylko, albo zwłaszcza kobiety - może dlatego, że są dużo ciekawsze od mężczyzn? Szukam w ich twarzach szczegółu, defektu, drobiazgu, który by sprawił, że staną się jeszcze ciekawsze -  krzywego odrobinę nosa, delikatnego zeza, potarganych włosów świadczących o pośpiechu bądź leniwym roztrzepaniu. I znajduję. Każda z nich jest intrygująca, nosi w sobie jakiś słodki, przyjemny ciężar. Mój jest zaraz pod powierzchnią skóry. Nie umiem go wydobyć.

 
Autor: Picasso

Czekam

Dziś znów miałam ochotę wytarzać się w liściach. I znowu tego nie zrobiłam. Teraz czekam, aż zacznie kiełkować świeża trawa, a pola pokryją się rzepakiem. Wiosna i lato to doskonały czas na tarzanie, turlanie i wcieranie we włosy zielonej koniczyny.

                                             Autor: Paul Delvaux

niedziela, 11 kwietnia 2010

sobota, 10 kwietnia 2010

Pokusa

Ktoś kiedyś powiedział, że pokusa jest czymś mniejszym niż pragnienie, a czymś większym niż chęć. Gdybym chciała z właściwą pewności nonszalancją wszystkie swoje pożądania umieścić w tych trzech szufladach, uznałabym, że jednak są rzeczy niemożliwe. Dlatego nie chcę.



                                           Autor: Amedeo Modigliani
                                       

czwartek, 8 kwietnia 2010

Sny o przeszłości

Patrzą w przeszłość, próbują do niej wrócić, odtworzyć, nie dlatego, że była wyjątkowa, ale dlatego, że minęła. Zastanawiają się, czy dokonały słusznych wyborów, czy wystarczająco mocno przeżywały, czy coś mogły zrobić lepiej, albo czy czegoś mogły nie zrobić wcale. Tęsknią za przeszłością, nie mogą się od niej oderwać. Pamiętają słowa, które dawno rozsypały się na głoski i popłynęły niesione wiatrem w różne strony, żeby nigdy już się nie złączyć w coś znaczący wyraz. Dlatego późnym wieczorem wyłączają świata i słuchają dźwięków starych płyt,  próbują dotknąć rzeczy minionych i jeszcze raz oswoić je. Wyciągają zeszłoroczne pantofle z szafy, sięgają do starych listów, lubią zapach kredek świecowych i gumy do życia. Czują niedosyt. Kobiety.

 (autor: Gustav Klimt)

Babki z piasku

Lepienie babek z piasku mnie uspokaja. Przerzucam go leniwie z wiadra do foremki, z foremki na łopatę, przesiewam przez palce, pozwalam mu włamywać się do butów, wkradać we włosy i z włosów spływać na szyję i plecy. Delikatne gilgotanie jest przyzwoleniem dla rzeczy, żeby się działy. I dobrze, niech się dzieją.

W miejskim aeroplanie

Nie znoszę odczuwać litości.  Litość jest gorsza od pogardy. To poczucie czyjejś nędzy powodujące zawstydzenie.