poniedziałek, 24 maja 2010

Piasek

W sobotę, po przebudzeniu się, znalazłam na poduszce ziarenka piasku. Wilgotne, przyjemne w dotyku, delikatne. Cienką strużką spływały mi z włosów, żeby dryfować w meandrach pościeli, zapuszczać się w zakamarki prześcieradła, przyklejać się do szyi i ostatecznie schować się w zgięciu kolan. Strużka przeistoczyła się w dziki wodospad tryskający kaskadą piasku przy każdym ruchu mojej głowy. Zbierałam cząsteczki plaży, żeby zatrzymać ją przy sobie. W wędrówce złotych drobinek były smutek i bunt. Im dłużej piasek pozostawał na moim ciele, tym większy ból mi sprawiał. Zmyłam go. Nie pomogło.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz