wtorek, 1 lutego 2011

Brzydota

W piątek odwiedziłam z Heliosem jedną z tych gdyńskich knajp, do których chodzić lubię. Ze względu na dźwięki, nastroje na dwoje i poczucie, że jestem we właściwym miejscu. Nie było miejsca, by usiąść, więc stałam oparta o balustradę, piłam grzane piwo pachnące goździkami i imbirem i przyglądałam się sześciu kobietom siedzącym przy stoliku obok. Wszystkie miały około 30-35 lat i wszystkie były brzydkie. Naszła mnie myśl, że brzydka kobieta potrafi być piękna, mimo widocznych defektów lub braków. Jej urok kryje się w uśmiechu, w sposobie, w jaki kołysze biodrami, w kosmykach włosów. Piękno może płynąć słowami, które wypowiada, może się schować w rumieńcu wstydu, w naiwności pod rzęsami. W takiej kobiecie można się utopić i przepaść bez wieści, o ile rozpala ją wewnętrza, elektryzująca gorączka. Pomyślałam, że to jakiś paskudny zbieg okoliczności, że tyle nieciekawych pań znalazło się w jednym czasie i w jednym miejscu. Robiły wrażenie samotnych, smutnych, zgaszonych i zdesperowanych. Czy to mężczyzna czyni kobietę wyjątkową i pożądaną? Czy dlatego były brzydkie, że nikt ich nie chciał, czy nikt ich nie chciał dlatego, że były brzydkie?

 Autor: Sylwia Podlaska