czwartek, 29 lipca 2010
Skóra kobiety
Dużo o kobiecie mówi jej skóra. Tym więcej mówi, im bardziej jest przykryta zwojami bluzek, kłębami swetrów i spiralami szali. Skóra odkryta mówi niewiele i jednoznacznie.
wtorek, 27 lipca 2010
Marzenie
Kiedy byłam w wieku przedszkolnym, nosiłam wielką kokardę zawijaną na loka na środku głowy i białe podkolanówki zwinięte w rulonik. Zbierałam koniczynę z sąsiedniej łąki i wyplatałam naiwne, dziecięce historie. Żałowałam, na przykład, że człowiek jest taki "odcięty" od innych ludzi. Wyobrażałam sobie, że powinniśmy stanowić z innymi przedstawicielami gatunku system naczyń połączonych. To pragnienie pojawiło się nie bez przyczyny - przychodząc wieczorem z podwórka, zmęczona zabawą z innymi dziećmi z bloku, kładłam się do łóżka. Właśnie wtedy mój pęcherz dawał znać o sobie - wówczas bardzo ubolewałam nad tym, że człowiek jest taki nieprzemyślany - mógłby przecież posiadać przełącznik pozwalający innemu człowiekowi wysikać się za niego. Ćwierć wieku minęło, a ewolucja nie chce nas wyposażyć w tak praktyczne własności.
poniedziałek, 26 lipca 2010
Las
Czasami tęsknota za nieosiągalnym jest tak wielka, że mam ochotę położyć się w lesie, przykryć liściem nenufaru i pozwolić kroplom deszczu wsiąkać we włosy, czyniąc z nich spływające srebrem strąki. Mam ochotę zanurzyć twarz w pachnącej mchem ściółce, przeturlać się po niej i być mokra całkiem.
środa, 21 lipca 2010
Zmęczenie
Tak mało mam czasu dla siebie i tak mało przyjemności sobie sprawiam, że zaczynam odczuwać bunt przeciwko temu, co sobie wzięłam. Ktoś mógłby powiedzieć "to wiele", a ja stanowczo zaprzeczę.
Tylko ja mam prawo wyznaczać sobie granice, zbliżać i oddalać się od nich. Wiatr dziś pachnie tęsknotą.
Od rana boli mnie serce i boli mnie coraz bardziej. Nie godzę się na dziecięcą nedzę. 5 toreb stoi w sypialni.
Tylko ja mam prawo wyznaczać sobie granice, zbliżać i oddalać się od nich. Wiatr dziś pachnie tęsknotą.
Od rana boli mnie serce i boli mnie coraz bardziej. Nie godzę się na dziecięcą nedzę. 5 toreb stoi w sypialni.
wtorek, 20 lipca 2010
Upór
Upór jest jak dziurka w ładnym swetrze założonym na nagie ciało. Gdy dziurka jest mała, można ją zaszyć i ocalić okrycie. Jeśli dziurki nikt nie zaszyje, sweter będzie się pruł powoli, nieustępliwie obnażając to, co pod nim ukryte. Po ślepym uporze zostaje wstyd.
poniedziałek, 19 lipca 2010
Córka
Dziś wieczorem pierwszy raz dostrzegłam między mną i córką związek płci. Córka bawiła się moimi włosami, próbując zawiązać na nich supły i skołtunić je. Niecierpliwiła się, gdy jej zbyt mało jeszcze zgrabne palce gubiły kosmyki lub ginęły w potarganych splotach. Małe kobiety niewiele się różnią od dojrzałych - te pierwsze też potrafią wystawiać na próbę cierpliwość, czyniąc to z miłości.
piątek, 16 lipca 2010
Miło
Na tronie z solarnej, błyskotliwej tkaniny siedział Helios. Wokół krążyły lata, miesiące, godziny - 11 okrążeń zrobiły wokół jego pięknych dłoni. Umyłam mu włosy w złotej pianie - nie umiem żyć bez słońca.
czwartek, 15 lipca 2010
Niestety
"Niestety" bardzo mnie boli, zwłaszcza w kontekście miłości. Niestety, kwiaty rozchylają płatki, gdy nikt nie patrzy. Niestety, trudno podlewać kwiat, który nie lubi, gdy się go podlewa. Niestety, mój smutek prawie zawsze graniczy z rozpaczą.
wtorek, 13 lipca 2010
Portrety
Mężczyzna, przez którego twarz przebijają czułość, mądrość, gorąca zmysłowość i fascynacja, jest pożądaną osobliwością. Potrafię go dostrzec.
Kwiaty
Do pracy płynęłam dziś w łupinie orzecha przez ocean pełen kwiatów. Zalały mnie fale skromnych stokrotek, cichych niezapominajek patrzących zalotnie niebieskimi łzami, piwonii wyprężających płatki w kierunku wschodzącego słońca i goździków chowających w zaułkach skromne i niemodne kielichy. Młode róże chodziły dumnie, środkiem płynącej autostrady, dojrzałe fiołki polne patrzyły z zazdrością na okazałe fiołki trójbarwne, a stare petunie dreptały powoli i ostrożnie, chwaląc się promienistą symetrią. Dojrzewające rozpychały się przylistkami walcząc o uwagę i przestrzeń, dorosłe strząsały słodkie dreszcze z wilgotnych płatków, stare pochylały korony ku ziemi, chowając zmarszczki. Chodziły parami lub całkiem samotnie. Kwiaty można przytulić do policzka lub zranić się kolcem próżnego niedostępu.
Autor: Tatania Struchkova
Autor: Tatania Struchkova
czwartek, 1 lipca 2010
Buty
W drodze na Planetę Czerwonych Gąsienic spotkałam kobietę, około dwudziestoletnią. Miała na sobie czerwoną koszulkę z dużym dekoltem, białe spodnie za kolano i skórzane, za ciepłe jak na tę porę roku, płaskie pantofle. Nie mogłam oderwać oczu od tych błyszczących, czarnych żuków, nerwowo poruszających się między innymi butami- czerwonymi biedronkami dojrzewających dziewcząt, wytwornymi chrabąszczami poważnych panów po pięćdziesiątce, zielonymi konikami polnymi znudzonych chłopców, kolorowymi motylami przyczepionymi do opalonych kostek panien na wydaniu. W tych mało zgrabnych damskich żukach, które nie pasowały do lekkości i powabu właścicielki, nie byłoby nic niezwykłego, gdyby nie to, że wyglądały jak buty Zniewolonej Leokadii, z którą mieszkałam w ciasnym mieszkaniu jednej z gdańskich kamienic, jeszcze podczas nauk na Uniwersytecie Językowej Ascezy.
Leokadia prowadziła szalony tryb życia. Studiowała w trybie dziennym i wieczornym, dlatego cierpiała na ciągły brak czasu. Nie rezygnowała jednak z rozpieszczania swojego mężczyzny kurczakiem z rożna i białą kiełbasą z zielem angielskim i cebulą. Między zajęciami do południa i tymi, które zaczynały się wieczorem, miała zaledwie godzinę, dlatego stukała garnkami, przyprawiała mięso i lała łzy nad cebulą, nie zdejmując butów. Błyszczące, małe żuki tupały po kuchennej podłodze tak samo szybko i nerwowo, jak żuki dziewczyny w czerwonej bluzce. Nigdy nie będę kobietą gotującą w butach.
Leokadia prowadziła szalony tryb życia. Studiowała w trybie dziennym i wieczornym, dlatego cierpiała na ciągły brak czasu. Nie rezygnowała jednak z rozpieszczania swojego mężczyzny kurczakiem z rożna i białą kiełbasą z zielem angielskim i cebulą. Między zajęciami do południa i tymi, które zaczynały się wieczorem, miała zaledwie godzinę, dlatego stukała garnkami, przyprawiała mięso i lała łzy nad cebulą, nie zdejmując butów. Błyszczące, małe żuki tupały po kuchennej podłodze tak samo szybko i nerwowo, jak żuki dziewczyny w czerwonej bluzce. Nigdy nie będę kobietą gotującą w butach.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
