czwartek, 1 lipca 2010

Buty

W drodze na Planetę Czerwonych Gąsienic spotkałam kobietę, około dwudziestoletnią. Miała na sobie czerwoną koszulkę z dużym dekoltem, białe spodnie za kolano i skórzane, za ciepłe jak na tę porę roku, płaskie pantofle. Nie mogłam oderwać oczu od tych błyszczących, czarnych żuków, nerwowo poruszających się między innymi butami- czerwonymi biedronkami dojrzewających dziewcząt, wytwornymi chrabąszczami poważnych panów po pięćdziesiątce, zielonymi konikami polnymi  znudzonych chłopców, kolorowymi motylami przyczepionymi do opalonych kostek panien na wydaniu. W tych mało zgrabnych damskich żukach, które nie pasowały do lekkości i powabu właścicielki, nie byłoby nic niezwykłego, gdyby nie to, że wyglądały jak buty Zniewolonej Leokadii, z którą mieszkałam w ciasnym mieszkaniu jednej z gdańskich kamienic, jeszcze podczas nauk na Uniwersytecie Językowej Ascezy. 

Leokadia prowadziła szalony tryb życia. Studiowała w trybie dziennym i wieczornym, dlatego cierpiała na ciągły brak czasu. Nie rezygnowała jednak z rozpieszczania swojego mężczyzny kurczakiem z rożna i białą kiełbasą z zielem angielskim i cebulą. Między zajęciami do południa i tymi, które zaczynały się wieczorem, miała zaledwie godzinę, dlatego stukała garnkami, przyprawiała mięso i lała łzy nad cebulą,  nie zdejmując butów. Błyszczące, małe żuki tupały po kuchennej podłodze tak samo szybko i nerwowo, jak żuki dziewczyny w czerwonej bluzce. Nigdy nie będę kobietą gotującą w butach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz