Do pracy płynęłam dziś w łupinie orzecha przez ocean pełen kwiatów. Zalały mnie fale skromnych stokrotek, cichych niezapominajek patrzących zalotnie niebieskimi łzami, piwonii wyprężających płatki w kierunku wschodzącego słońca i goździków chowających w zaułkach skromne i niemodne kielichy. Młode róże chodziły dumnie, środkiem płynącej autostrady, dojrzałe fiołki polne patrzyły z zazdrością na okazałe fiołki trójbarwne, a stare petunie dreptały powoli i ostrożnie, chwaląc się promienistą symetrią. Dojrzewające rozpychały się przylistkami walcząc o uwagę i przestrzeń, dorosłe strząsały słodkie dreszcze z wilgotnych płatków, stare pochylały korony ku ziemi, chowając zmarszczki. Chodziły parami lub całkiem samotnie. Kwiaty można przytulić do policzka lub zranić się kolcem próżnego niedostępu.
Autor: Tatania Struchkova
wtorek, 13 lipca 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz