wtorek, 31 sierpnia 2010

Pierwszy chłód

Lubię pierwszy chłód, gdy szczypie w policzki i sprawia, że stają się czerwone. Lubię, gdy wiatr zagląda pod sukienkę. Zimno jest po to, żeby docenić ciepło.

wtorek, 24 sierpnia 2010

Ogień

Wczoraj pierwszy raz wyjechałam na miasto. Gdy wcisnęłam gaz i poczułam moc silnika, wiedziałam, że to jest dla mnie. Ognia mała, ognia!

środa, 11 sierpnia 2010

Taniec

Czasami idę, obracając się, podskakując, śpiewając cicho i zgarniając dłonią rosę z liści. Mam ochotę złapać burą Panią za jej apaszkę w żółto-brązowe cętki i zaprosić ją do tańca. Ludzie, którzy codziennie oglądają czubki swoich butów nie są gotowi na taką ekstrawagancję. I nie są na tyle silni, aby przerwać tę małą, próżną przyjemność.

niedziela, 8 sierpnia 2010

Posiadam

Wiara w ludzi jest jak sirocco - rozwiewa włosy, plącze kołtuny sukni, jego drobiny niosą ekscytację i uwielbienie. Dziś mam ochotę tupać nogami i kręcić głową tak długo, aż miękki pył przez wiatr przyniesiony całkiem ze mnie opadnie. Mam ochotę chodzić po nim, zostawiając za sobą złote ślady.

Autor: Arthur Braginsky, Wind

czwartek, 5 sierpnia 2010

Podwórko

Moja córka ma ostatnio nieodpartą chęć opowiadania. Kiedy wracam z pracy do domu, wita mnie i natychmiast zaczyna snuć opowieść i wyjaśniać, co robiła przez cały dzień (biegłam, biegłam, nowa zjeżdżalnia była, była kałuża, skoneczko wysuszyło, mogłam zjeżdżać, była Zosia, bawiłam, bawiłam...). Ma też chęć opowiadania innym ludziom - sąsiadom, przechodniom, dzieciom - co zamierza robić (będę jadła arbuza, taki duży kawał da mi mama, lubię arbuza jeść, dziewczynko wiesz?). Tyle w niej entuzjazmu, że aż się zapowietrza. Uwielbiam to.

Wczoraj na plac zabaw przyszło kilka około 10-letnich dziewczyn - bawiły się w grę, której nie znam, biegając i wykrzykując do siebie różne polecenia. Mojej córce bardzo się spodobała ta gra - przyłączyła się do nich, biegała i śmiała się razem z nimi, tyle, że żadna z dziesięciolatek nie zauważyła dwuletniego kurdupla, podskakującego radośnie krokiem nieustraszonego źrebaka. Było mi szkoda, że jej uśmiechy i zaczepki pozostają niezauważone. Ale nie ruszyłam się z miejsca, nie powiedziałam "Aniu, chodź do mnie". Bo Ani to zupełnie nie przeszkadzało - to ja czułam smutek, nie ona. Pomyślałam, że to dopiero początek.

 Te same dziewczyny były dla mnie ciekawym zjawiskiem na 20 metrach ogrodzonego płotem placu. Bo wciąż robiły sobie przerwę w zabawie, mówiąć "stop, muszę odpocząć", "mam kolkę", "serce mnie kłuje", "co robisz Maja? odpoczywam!". Nie przypominam sobie,  żeby na moim podwórku 20 lat temu ktoś robił sobie przerwy, żeby odpocząć.

wtorek, 3 sierpnia 2010

Schody

Uniwersytet Językowej Ascezy zawsze mnie przygnębiał - po jego wąskich, dusznych korytarzach, pachnących zawilgoconymi kartkami książek, chodziły pawie o wyblakłych piórach, wiecznie zawstydzone wróble, różowoskóre,  łyse kondory  i pawiany w długich spódnicach, nieudolnie ukrywające ciężar staropanieństwa. Smutne były te nerwowe spacery, niepewne przechadzki z głową wtuloną w pióra, wyniosłe spojrzenia, pod którymi kryły się uprzedzenia i urazy. Im dłużej się im przyglądałam, tym bardziej odsuwałam od siebie myśl o karierze w tej akademii słowa i samopoklasku. Na III roku nauk postanowiłam znaleźć pracę dorywczą. Był miesiąc spadających liści, słoty i bladego słońca, a ja zaczęłam sprzedawać świąteczne kartki - uznałam, że to lepsze niż praca w gwarnym pawilonie, nie chciałam też być perlicą uciekającą przed niebezpieczeństwem pieszo, mimo posiadanych skrzydeł.

Pocztówki były niewyobrażalnie brzydkie, co rzecz naturalna - utrudniało sprzedaż. Mikołaj wyglądał jak stary, przepity dziad, niezdolny do uśmiechu, a co dopiero do przeciskania się przez komin z workiem pełnym prezentów. Przez dwa tygodnie biegania po schodach starych bloków i kamienic zarobiłam 80 zł. W tym była złotówka od Pani, która dała mi ją, nie chcąc kartki. Za te pieniądze skopiowałam słownik chorwacko-chorwacki, na nowy nie starczyło mi pieniędzy. 3  tomy tej wyjątkowej księgi przeżyły wszystkie moje przeprowadzki. Słownik mam do dziś i nigdy go nie wyrzucę. Tym większą ma dla mnie wartość, im bardziej go nie używam. Przypomina mi, że bywało gorzej.