Lubię pierwszy chłód, gdy szczypie w policzki i sprawia, że stają się czerwone. Lubię, gdy wiatr zagląda pod sukienkę. Zimno jest po to, żeby docenić ciepło.
Bo jest dzikie, ale ma granice wyznaczone między wierzchołkami traw, na których się leniwie rozłożyło. Jest subtelne, z pozoru chaotyczne, a jednak o doskonałej, sobie tylko właściwej symetrii. Choć nie jest dzbanem, wydaje się, że można w nie coś wlać i tak pozostawić pozwalając słońcu wniknąć. I można oddychać głęboko.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz