czwartek, 5 sierpnia 2010

Podwórko

Moja córka ma ostatnio nieodpartą chęć opowiadania. Kiedy wracam z pracy do domu, wita mnie i natychmiast zaczyna snuć opowieść i wyjaśniać, co robiła przez cały dzień (biegłam, biegłam, nowa zjeżdżalnia była, była kałuża, skoneczko wysuszyło, mogłam zjeżdżać, była Zosia, bawiłam, bawiłam...). Ma też chęć opowiadania innym ludziom - sąsiadom, przechodniom, dzieciom - co zamierza robić (będę jadła arbuza, taki duży kawał da mi mama, lubię arbuza jeść, dziewczynko wiesz?). Tyle w niej entuzjazmu, że aż się zapowietrza. Uwielbiam to.

Wczoraj na plac zabaw przyszło kilka około 10-letnich dziewczyn - bawiły się w grę, której nie znam, biegając i wykrzykując do siebie różne polecenia. Mojej córce bardzo się spodobała ta gra - przyłączyła się do nich, biegała i śmiała się razem z nimi, tyle, że żadna z dziesięciolatek nie zauważyła dwuletniego kurdupla, podskakującego radośnie krokiem nieustraszonego źrebaka. Było mi szkoda, że jej uśmiechy i zaczepki pozostają niezauważone. Ale nie ruszyłam się z miejsca, nie powiedziałam "Aniu, chodź do mnie". Bo Ani to zupełnie nie przeszkadzało - to ja czułam smutek, nie ona. Pomyślałam, że to dopiero początek.

 Te same dziewczyny były dla mnie ciekawym zjawiskiem na 20 metrach ogrodzonego płotem placu. Bo wciąż robiły sobie przerwę w zabawie, mówiąć "stop, muszę odpocząć", "mam kolkę", "serce mnie kłuje", "co robisz Maja? odpoczywam!". Nie przypominam sobie,  żeby na moim podwórku 20 lat temu ktoś robił sobie przerwy, żeby odpocząć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz