sobota, 26 listopada 2011

Miłość

Każda miłość, nawet ta niespełniona i nieszczęśliwa,  jest lepsza niż żadna.

czwartek, 6 października 2011

Wyjątkowość

Nie trzeba być wyjątkowym, by robić coś wyjątkowego. W sumie, to wystarczy tylko mocno wierzyć, że jest wyjątkowe. W tej wierze cała trudność.

poniedziałek, 3 października 2011

Małe stopy

Najczęściej od wielkiego smutku ratują mnie małe stopy, które wciąż można jeszcze zmieścić w dłoni. Kiedy wydaje mi się, że w nic już nie wierzę, przytulam się mocniej i słucham, jak Ania oddycha. Tylko ten oddech słyszę - coraz głębszy. Gdy głaszczę rozwichrzone włosy.

czwartek, 29 września 2011

Upojność

Chyba pokocham tę swoją upojność. I miłość, i gorączkę i nienasycenie. A potem zacznę śpiewać i wyśpiewam się całkiem.

wtorek, 21 czerwca 2011

O co chodzi

O miłość chodzi. Gdy jej nie ma, szklanka jest w połowie pusta. Gdy jest, słodki sok z truskawek wylewa się z niej, cieknie po ustach, brodzie, piersiach, spływając w dół i wyznaczając tory, po których wędrują myśli. A za nimi dłonie.

poniedziałek, 20 czerwca 2011

O sobie

Nie umiem chodzić w szpilkach, nie umiem ubrać się kobieco, nie umiem nawet zrobić sobie porządnego makijażu. Nie umiem zagarnąć dla siebie towarzyskiej przestrzeni, nie umiem myśleć tylko o tym, co w tej chwili. Nie umiem grać pierwszych skrzypiec, nie umiem się dystansować, nie umiem się znieczulać i udawać. Nadal nie opanowałam sztuki myślenia o sobie w pierwszej kolejności. Umiem płakać, kiedy jest mi naprawdę smutno i bać się, gdy coś mnie przerasta. Umiem martwić się tym, że tak jest. Umiem cieszyć się i podziwiać. I doceniać to, że tak jest.

piątek, 27 maja 2011

Wczoraj

Wczoraj był 26 dzień maja. Dostałam pierwszą laurkę od córki - papierowe serduszko niezdarnie pomalowane czerwoną farbką, do które zostały przylepione białe i różowe stokrotki. Poziom wymiętoszenia zebranych wcześniej kwiatów rozłożył mnie na łopatki. Ile wysiłku musiało kosztować przygotowanie tak pięknego podarku!

środa, 25 maja 2011

Śpiew

Gdybym była uczuciem, byłabym tęsknotą. Może dlatego świat zewnętrzny najmocniej dociera do mnie poprzez dźwięki. Zamykając oczy, daję ponieść się falom ciężkim i smutnym. Spod rzęs wymykają się tony, by się połączyć i przekuć w burzę.

piątek, 22 kwietnia 2011

Taniec

Wszystko wyrywa się we mnie, by zatańczyć - by kołysać biodrami w rytm mocnych dźwięków, chłonąć tony i niewidzialne nuty, upajać się brzmieniem, kręcić się  i wirować. By zmęczyć się i upaść, by trzymać szczęście i nigdy nie wypuścić.

wtorek, 19 kwietnia 2011

Dorosłość

Życie do 30. jest jak jazda po pasie, który zaraz się skończy i trzeba go płynnie i zdecydowanie zmienić na właściwy pas ruchu. Jedni włączają się szybko, bez obaw i lęku, zgrabnie wpasowując się w kolejkę aut, inni wahają się długo, jadą zbyt wolno, co sprawia, że pas się kończy, a oni wciąż nie rozpędzili się na tyle, by stać się elementem w szeregu. Najgorzej mają Ci, którzy wahali się tak długo, że pas, po którym jechali, się skończył. Stoją więc w miejscu, nie mogą ani się cofnąć, ani zawrócić, ani pojechać do przodu.

poniedziałek, 18 kwietnia 2011

Bunt

Noszę w sobie bunt niesprecyzowany. Noszę w sobie bunt zagubiony i nieukierunkowany. Rozproszony jak mleko wylane przypadkiem, którego strumień przedziera się meandrami między porzuconymi okruchami chleba. Jadł ktoś.

wtorek, 1 lutego 2011

Brzydota

W piątek odwiedziłam z Heliosem jedną z tych gdyńskich knajp, do których chodzić lubię. Ze względu na dźwięki, nastroje na dwoje i poczucie, że jestem we właściwym miejscu. Nie było miejsca, by usiąść, więc stałam oparta o balustradę, piłam grzane piwo pachnące goździkami i imbirem i przyglądałam się sześciu kobietom siedzącym przy stoliku obok. Wszystkie miały około 30-35 lat i wszystkie były brzydkie. Naszła mnie myśl, że brzydka kobieta potrafi być piękna, mimo widocznych defektów lub braków. Jej urok kryje się w uśmiechu, w sposobie, w jaki kołysze biodrami, w kosmykach włosów. Piękno może płynąć słowami, które wypowiada, może się schować w rumieńcu wstydu, w naiwności pod rzęsami. W takiej kobiecie można się utopić i przepaść bez wieści, o ile rozpala ją wewnętrza, elektryzująca gorączka. Pomyślałam, że to jakiś paskudny zbieg okoliczności, że tyle nieciekawych pań znalazło się w jednym czasie i w jednym miejscu. Robiły wrażenie samotnych, smutnych, zgaszonych i zdesperowanych. Czy to mężczyzna czyni kobietę wyjątkową i pożądaną? Czy dlatego były brzydkie, że nikt ich nie chciał, czy nikt ich nie chciał dlatego, że były brzydkie?

 Autor: Sylwia Podlaska