poniedziałek, 31 maja 2010

Piana

Wczoraj myłam córce włosy. W wodzie białej od nawilżających olejków zanurzałam dłonie, potem dotykałam nimi lekko głowy dziecka tak długo, aż słoneczna, delikatna czupryna stała się całkiem mokra. Dziecko, pozwalając na ten rytuał z szamponem Bambino, za każdym razem wręcza mi maksimum ufności. Pozwala masować skórę i zwiększać ilość piany w taki sposób, aby starczyło jeszcze dla ulubionej kaczki, kraba i żółwia. Wie, że nie pozwolę, by oczy zaczęły szczypać. Mycie włosów dziecka to czynność niezwykła.

czwartek, 27 maja 2010

Rosa

Patrzyłam przez okno samochodu na kryształki rosy. Błyszczały w słońcu, całą swoją okrągłością, magazynując jego ciepło. Świeciły, migotały i mrugały zaczepnie mokrymi oczami. Chciałam wyskoczyć i zanurzyć twarz w tych błyśnięciach i rozbłyskach, wetrzeć we włosy świeżość i lekkość. Moje oczy też były mokre.

środa, 26 maja 2010

Tęsknota

Poczucie niedosytu wowołuje we mnie nieustającą tęsknotę. Chciałabym posiadać słomkę, którą podłączę do serca, zamknę oczy i nabiorę w usta wszystkie pragnienia pulsujące w przegubach moich rąk. Potem usta otworzę, zrobię z nich literę "o" i w niebo wypuszczę wszystkie moje wzruszenia, empatię, której mam za dużo, podziw i niechęć do samej siebie, mój uciążliwy egocentryzm. Wszystko, co we mnie sprzeczne, osiądzie na wierzchołkach drzew, tak, żebym nie mogła tego dosięgnąć. Nadmiar miłości rozpuszczę i pozwolę jej wsiąknąć w obłoki. Wszystko to zrobię, żeby potem wdrapać się na drzewo i wycisnąć chmury jak gąbkę.

wtorek, 25 maja 2010

Zachwyt

Mogłabym się utopić w zachwycie. Nie ma chętnych, żeby go ode mnie wziąć, więc wałkuję go jak ciasto, ugniatam, rozdzielam entuzjastyczną masę, by znów go scalić w jedną bryłę, dostosowuję do mojego wewnętrznego kształtu. Upajam się nim i w nim się rozgaszczam. A gdy już nie mogę go pomieścić, niewidzialna materia zachwytu wylewa mi się z nosa, z uszu, z kanalików łzowych, wyłazi ze wszystkich zakamarków ciała i oplata mnie murem. Uderz w ten mur wreszcie.

poniedziałek, 24 maja 2010

Piasek

W sobotę, po przebudzeniu się, znalazłam na poduszce ziarenka piasku. Wilgotne, przyjemne w dotyku, delikatne. Cienką strużką spływały mi z włosów, żeby dryfować w meandrach pościeli, zapuszczać się w zakamarki prześcieradła, przyklejać się do szyi i ostatecznie schować się w zgięciu kolan. Strużka przeistoczyła się w dziki wodospad tryskający kaskadą piasku przy każdym ruchu mojej głowy. Zbierałam cząsteczki plaży, żeby zatrzymać ją przy sobie. W wędrówce złotych drobinek były smutek i bunt. Im dłużej piasek pozostawał na moim ciele, tym większy ból mi sprawiał. Zmyłam go. Nie pomogło.

Dwoje w jednym

Według Platona, na początku był człowiek - hermafrodyta, którego Bóg podzielił na dwie połowy. Od tego czasu te dwie połowy jednego człowieka błąkają się po świecie, i - nie mogąc się odnaleźć i połączyć, wciąż doznają uczucia głębokiej samotności, niedostatku i niedosytu. Czy więc miłość nie jest tęsknotą po utraconej części nas samych?

czwartek, 20 maja 2010

Złość

Mojej złości zawsze towarzyszy smutek i poczucie, że nie mam do niej prawa. Chciałabym umieć złościć się bez zbędnego balastu przygnębienia. Chciałabym się złościć tupiąc nogami.

Para

Wracałam dziś do domu autobusem, nie mając świadomości, jacy niezwykli pasażerowie siedzieli tuż za mną.  W tłoku rozpychających się łokciami otyłych pań i panów o brudnych rękach, nie mogłam dostrzec tej królewskiej pary - zauważyłam ich dopiero, gdy opuścili pokład i ruszyli chodnikiem w stronę bloków niedaleko ulicy szkolnej na Witominie. Pani około 70-tki ubrana w śmieszny, niemodny beret, raczej męski niż damski, bordowy pulower, spodnie za łydkę i sznurowane trzewiki trzymała za rękę Pana w siwym swetrze, ciemnozielonych, przykrótkich spodniach i trudnym do zdefiniowania nakryciu głowy. Rozmawiali ze sobą, wymieniali porozumiewawcze spojrzenia trzymając się za ręce. Pod spojrzeniem Pana, na pooranej zmarszczkami twarzy Pani pojawiał się filuterny dołek w lewym policzku. Jej ciemne oczy błyszczały. Ściskała swojego towarzysza, jakby bała się, że gdy nie będzie go trzymać wystarczająco mocno, uniesie się w górę i odleci, albo zniknie jak bańka mydlana. Kiedy autobus tkwił w korkach, mogłam się im przyglądać, gdy przyspieszał, pragnęłam krzyknąć do kierowcy, żeby nie jechał tak szybko - chciałam zapamiętać każdy szczegół ich twarzy, ich rąk i ugiętych od starości pleców. Poczułam ukłucie niepokoju.

środa, 19 maja 2010

Piórko

Bawiłam się kiedyś piórkiem. Spadło mi na nos niespodziewanie, kiedy próbowałam objąć wymykającą się materię wielkiej, białej  kołdry.  Leżało na mnie wyzywająco, jakby chciało, abym jednym, delikatnym dmuchnięciem wprawiła je w ruch.  Wirowało, obracało się i krążyło, napędzane zębatkami powietrza wydobywającego się z moich ust i przekomarzało się ze mną, dążąc uparcie do dotknięcia podłogi. Poczułam przymus dmuchania w nieskończoność, żeby tylko nie dopuścić do jego upadku. Gdy znajdowało się niepokojąco blisko podłogi, klękałam lub kładłam się na nią, żeby od dołu podtrzymać jego prowokujący taniec. To piórko było moją miłością, której nie pozwalałam zderzyć się z surową powierzchnią bruku.

wtorek, 18 maja 2010

Dojrzewanie

Teoretycznie stałam się kobietą, gdy miałam 11 lat. To bardzo wcześnie. Na ten zaskakujący pośpiech mojego organizmu moja matka nie była przygotowana. Podobnie jak babcia, z którą wyjechałam na wiejskie wesele i właśnie wtedy dopadła mnie fizyczna dojrzałość. Było zimno, spaliśmy w nieogrzewanym pokoju pod wielkimi, białymi puchatymi pierzynami, w ubraniach, było mi źle. Zwłaszcza, że babcia wmawiała mi, że mam sraczkę. A ja wiedziałam, że to nie sraczka.

Powrót do domu był moim osobistym, starannie skrywanym dramatem. Weselną wioskę zasypał śnieg, był wszędzie, sięgał prawie po pas. Włamywał się do butów, zalegał w nogawkach i dotkliwie przypominał, że na ciepłym ciele ogrzewanym rajstopami, grubymi skarperami i spodniami szybko topnieje, przeistaczając się w lodowatą, nieprzyjemną ciecz. Autobusy nie jeździły i nie wiadomo było, jak szybko dotrzemy do domu. To był jeden z dłuższych weekendów w moim życiu przerywany nerwowym oczekiwaniem na reakcję mamy. Była dokładnie taka, jakiej się spodziewałam. Do Krainy Zielonego Jeziora przyjechaliśmy nocą. "Wiedziałam, że to wkrótce nastąpi". Włożyła mi w rękę niezbędnik prawdziwej kobiety i poszła spać.

piątek, 14 maja 2010

Czasami

Bardzo bym chciała przekroczyć granice, które sobie wyznaczam. Ale właśnie dlatego, że je wyznaczam, ich nie przekraczam. Ich nieprzekraczanie czyni mnie nieszczęśliwą, ale gdybym kiedyś zignorowała czerwone światło, byłabym nieszczęśliwa bardziej.

środa, 12 maja 2010

Kilka myśli o kobietach

Kobiety mają trudności z określeniem, jak wielki dostęp do siebie chcą dać mężczyźnie. Kiedy za bardzo pragniesz kobiety i jej to okażesz, spłoszysz ją,  kiedy jej tego nie okażesz - poczuje się niedopieszczona.

Nie wierzę, że istnieje kobieta, która nie lubi słuchać komplementów. Jeśli twierdzi, że nie lubi - albo kłamie, albo nie odróżnia nielubienia od braku umiejętności ich przyjmowania.

Kobiety bardzo pragną być delikatne, subtelne i kobiece, dlatego uparcie twierdzą, że filmy erotyczne są obrzydliwe i niestosowne. To smutne, jak bardzo tuszują to, że w tym względzie nie różnią się niczym od mężczyzn.

wtorek, 11 maja 2010

Rower

W drodze do pracy wyminęła mnie jadąca na różowym rowerze dość ekscentryczna pani.  Zawsze, gdy widzę rower typu "ukraina" pojawia mi się przed oczami zdjęcie Marii Skłodowskiej Curie i jej męża Piotra, które widziałam w dzieciństwie w jednym z magazynów dla kobiet. Na zdjęciu Maria i Piotr stali przy dwóch rowerach na dużych kołach. Podpis pod zdjęciem brzmiał "Jako prezent ślubny Maria i Piotr Curie kupili sobie rowery".

Piersi pełne mleka

Matka jest najsmutniejszym typem współczesnej niewolnicy. Pogrążona w pieluchach lepkich od mleka, z ciężkimi piersiami, z których to mleko nieustannie wypływa, ślepo wierzy w imperatyw "nie możesz myśleć o sobie - myślenie o sobie to egoizm". Karmi piersią lekceważąco nazywaną cyckiem nawet, gdy wcale tego nie chce, bo przecież podczas karmienia między nią a dzieckiem tworzy się niepowtarzalna, niezwykle silna więź. I nawet, gdy tej więzi nie czuje, wmawia sobie, że ona jest, bo gdyby jej nie było, niepokojąco różniłaby się od szczęśliwych matek, które karmią z uśmiechem na wysuszonych ustach. Gdy matka niemowlęcia dba o siebie i na spacer z dzieckiem wychodzi w pełnym makijażu i nowej sukience, z pewnością jest wyrodna, bo kiedy ona miała czas strzelić sobie taki make up?

Kiedy byłam w ciąży, społeczeństwo bardzo o mnie dbało. Jeździłam autobusami na tydzień przed datą porodu, i, do tej pory nie mogę zrozumieć dlaczego, uprzejme panie i grzeczni panowie na siłę sadzali mnie na uświęconym autobusowym tronie, do którego pretendowały mniej uprzejme starsze panie i nieszczęśliwi panowie na kacu. Gdy mówiłam, że jest mi źle, nieustannie słyszałam "coś ty stara, przecież świetnie sobie radzisz". Tylko między radzeniem sobie a poczuciem szczęścia jest wielka różnica. W moim szczęśliwym świecie nie może zabraknąć przyjemnie ciepłego męskiego ciała, pachnącej wanilią i cynamonem wanny, truskawek w śmietanie, książki czytanej do poduszki, ulubionej sukienki, w której wiem, że wyglądam ładnie. Szczęście powinno dotykać granicy maksimum.

poniedziałek, 10 maja 2010

Człowiek

Tylko człowiek jest istotą, której nie wypada. Chce wziąć, ale boi się dotknąć. A gdy już dotknie, już tego nie chce. Ja, nawet, a może zwłaszcza, gdy dotknę, nadal chcę.

niedziela, 9 maja 2010

Tunezyjskie wakacje

Tunezja ma zapach jaśminu, kaszy mocno przyprawionej harissą, różowego wina i chlorowanej wody. Kobiety są małe, zwinne i piękne, ze względu na ciemny kolor skóry i mocny makijaż, wyglądają na starsze, niż są w rzeczywistości. Mężczyźni są niewiele więksi od kobiet. Zdecydowanie bardziej wolę słowiański typ - wielki mężczyzna może mieć włosy nawet na plecach. Jego dłonie mogłyby mnie zmieścić całą.