Dzieci bardzo dosłownie traktują świat. Moja córka lubi podkreślać, że chce iść nogami (a nie być niesiona), że pociąg jedzie kołami. Ostatnio czyniąc fikołki, zwroty i przewroty na kanapie, przypomniała sobie, że już raz z niej spadła, raniąc się w górną wargę. Za drugim razem postanowiła wyciągnąć wnioski, informując mnie "schodzę pupą, nie głową".
Niedawno byliśmy u znajomych, którzy mają roczne dziecko. Dziewczynka zbliżyła się do mojej córki i zaczęła dotykać jej włosów - ciągnęła i szarpała z czystej ciekawości, jak taka biała czupryna zareaguje na jej dotyk. Trwało to zaledwie chwilę, jednak zdążyło zaboleć. Moje dziecko nie wiedziało, jak się zachować - zdołało wykrztusić niepewnie "zostaw", "nie rób", boli". Córka była zaskoczona, otworzyła usta i zamarła w oczekiwaniu na dalsze działania dziewczynki. Dotarło do mnie, że nie wie, co to przemoc. Myśl o tym, że ktoś jej kiedyś uświadomi, co to takiego, sprawiła, że niebo pociemniało.
Dzieci, wbrew pozorom, rzadko się boją. Zaczynają odczuwać niepokój lub strach dopiero, gdy ktoś im swoją reakcją lub komentarzem pokaże, że coś jest złe, straszne, niedobre. Wczoraj byliśmy z córką na spacerze, zrobiłam jej wianek z koniczyny... chyba bardziej dla siebie niż dla niej, potem przenieśliśmy się na łąkę. Moje oczy chłonęły niebo i wysokość drzew, a ona szukała w trawie zwierzaków. Nagle dziecko krzyknęło "mamo, chodź, chodzi!". Dotykało paluszkiem dziwnej, owłosionej gąsienicy, której ja nie dotknęłabym kijem, mimo, że do przyrody mam stosunek bliski. Córka nie czuła ani strachu, ani obrzydzenia. Bo nikt jej nigdy nie pokazał, że robaki są niedobre i że trzeba je omijać z daleka. Bo nie trzeba.
niedziela, 6 czerwca 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz